|
Tak.
Jest inna alternatywa wychowawcza dla edukacji rozumianej w
tradycyjnym ujęciu, do edukacji szkolnej. Taką
alternatywą jest „edukacja domowa”. „Edukacja
domowa to odmiana kształcenia, w której rodzice przejmują od
czynników społecznych całkowitą za edukację odpowiedzialność, stając
się w obrębie rodzinnego domu „nauczycielami” dla własnych
dzieci. To klasyczne wyobrażenie jest oczywiście modyfikowane
przez realia. I tak, w edukacji domowej biorą udział osoby spoza
małej rodziny, np. wynajęci nauczyciele, a dokonuje się ona także
i w innych przestrzeniach: muzeów, ośrodków kultury, siedzib
młodzieżowych organizacji, klubów sportowych, miejsc kultu religijnego,
itp.”1
Niestety
jest to jeszcze zjawisko mało powszechne i praktycznie nieznane w
Polsce. Nie marginalizując i nie umniejszając znaczeniu tak
rozumianej alternatywy w procesie wychowawczym, pragnę jednak
przewrotnie wrócić do tradycji, szukając w niej alternatywnych
rozwiązań, podobnie jak w edukacji domowej, z rodzicami w
roli głównej. I już zaraz pojawia się nam bardzo ciekawe rozwiązanie alternatywne.
Istnieje jeszcze jedna koncepcja, promowana swego czasu przez
Ministra Edukacji Narodowej Jerzego Wiatra, cytuję jego
wypowiedź na podstawie książki J. Szpeta : „Dopóki będę ministrem
edukacji, nie zgodzę się na to, by rodzice decydowali o tym, jak
uczy i wychowuje szkoła.”2
W
tym miejscu pozostawiam tę wypowiedź bez komentarza i całkowicie
ją ignoruję.
Zapytam
tylko: czy to jest alternatywa? Jeżeli poruszamy zagadnienia dotyczące
pedagogiki alternatywnej, to nie można pominąć w tym dyskursie
jednego z najważniejszych ogniw, jednego z podmiotów, każdego
procesu pedagogicznego czyli rodziców. Na początku pragnę
zaznaczyć, że niniejsze uwagi nie są wynikiem wnikliwych
badań nad literaturą przedmiotu, ale syntezą obserwacji, często
ukrytych, oraz rozmów z rodzicami i nauczycielami różnych poziomów
edukacji w wielu miejscowościach Polski oraz na Białorusi i
Krymie.
Rodzic
– „wychowawca alternatywny”
Rodzic
niejako z natury, z racji pełnienia swych rodzicielskich obowiązków
sam jest pedagogiem.
Pierwszym
pedagogiem dla swojego dziecka. Dobitnie wskazuje na ten aspekt
rodzicielstwa Ojciec Święty Jan Paweł II. Papież –
pedagog i myśliciel. 3 Ten obowiązek „rodzica
nauczyciela” nie kończy się w chwili posłania dziecka
do szkoły. Można powiedzieć, że w tym momencie rodzic w sposób szczególny
staje się „pedagogiem alternatywnym”, szczególnie w
latach wczesnego dzieciństwa, kiedy to on decyduje o wyborze
szkoły. Taką decyzje, zupełnie autonomiczną i wolną pozostawia
mu prawodawstwo, zarówno Polskie 4 jak i dokumenty międzynarodowe.5
Pozostawiając rodzicowi prawo wyboru szkoły, formy kształcenia,
można mówić o poczuciu „wysublimowanej” – tak ją
nazwę, alternatywności, gdy rodzic w pełni świadomie dokonuje
wyboru konkretnej szkoły – innej niż szkoła tradycyjna.
Czuje potrzebę tak rozumianej „innej edukacji” małego
człowieka. Można też mówić o postawie „alternatywności
codziennej, zwykłej”, takiej, w której rodzic nie wybiera
odmiennego od tradycyjnego
modelu kształcenia, ale nie ucieka od możliwości dokonywania
wyborów podejmując odpowiedzialność za szkołę swojego dziecka
i stając się na równi z dzieckiem i nauczycielem, uczestnikiem
jej życia i jej twórcą. Może wielu uzna tak pojętą alternatywę
za zbyt mało alternatywną, ale przecież nie sposób nie
dostrzec, że szkoła, w której funkcjonują rodzice np. w Radzie
Rodziców, czy Radzie Szkoły jest inna. Niestety to smutny
wniosek, ale to, co powinno być normą w społeczeństwie
obywatelskim, czyli szkoła uspołeczniona, nosi jeszcze cały czas
znamiona oryginalności, nowatorstwa i działania
„alternatywnego”. A przecież właśnie współpraca
rodzica i szkoły powinna stawać się płaszczyzną
poszukiwania alternatyw. Poza tym, rodzic aktywnie obecny w szkole
powoduje już samą swoją osobą jej alternatywność i
niepowtarzalność, w stosunku do innych szkół, szczególnie tych,
zamkniętych na rodzica, albo ograniczających jego rolę.
Trójkąt
Bermudzki. W poszukiwaniu zaginionych relacji.
Relacja
między rodzicem – uczniem – nauczycielem często
kojarzy mi się z tajemniczym zjawiskiem Trójkąta Bermudzkiego. W
wielu przypadkach, w wielu szkołach, obszar powstały miedzy wierzchołkami
triady: uczeń – nauczyciel – rodzic, wypełnia pustka.
Tajemnicza przestrzeń, w której giną przede wszystkim
relacje, będące jednym z najważniejszych elementów procesu
edukacji i wychowania. O ile, jeszcze dosyć często podejmuje
się dyskusje na temat uzdrowienia, odnowienia czy poszukiwania
innych alternatywnych form relacji nauczyciel – uczeń, o tyle
relacje z rodzicami zostają zepchnięte do niebytu, uznawane często
za marginalne i drugorzędne. Czynimy tak, często nie zdając sobie
sprawy jak to jest, jak jest „źle”, gdy relacji tych
nie ma. Gdy rodzic w szkole jest niemile widziany, jego obecność
zostaje sprowadzona do fizycznego odmeldowania się w terminie i
sali wyznaczonej w grafiku lub dokonaniu wpłat określonych składek.
W czasie prowadzonych na terenie całego kraju zajęć warsztatowych
dla nauczycieli, zatytułowanych Współpracy z rodzicami miałem możliwość
porównania obecnego stanu stosunków panujących w szkole z
realiami szkół na Białorusi i na Krymie, gdzie realizowany
był przez Centrum Kształcenia liderów i Wychowawców im. Pedro
Arrupe projekt Innowator.6
Już
sama nazwa projektu jest zaproszeniem do wprowadzania innowacji,
zmian, szukania alternatyw. W takim duchu zostały
zaprezentowane innowacyjne formy współpracy rodziców i szkoły,
wypracowane przez polskich nauczycieli w trakcie prowadzonych przeze
mnie szkoleń. Znajdując się w szkołach, które w swym działaniu
przypominają dobrze znane nam z przeszłości realia, szkoły
„mało alternatywnej”, o jasno określonym, jedynie
słusznym kierunku socjalistycznej pedagogiki - dobitniej rozumie się
jakim dobrodziejstwem jest szkoła uspołeczniona.7
Jednocześnie takie okoliczności stają się sposobnością do
swoistego rachunku sumienia i postawienia sobie pytania jak możliwości,
które zostały stworzone
po
roku 1989 8 i wyniku ostatniej reformy edukacji w Polsce 9
są wykorzystywane. Na ile rodzic jest partnerem nauczyciela?
Na ile nauczyciel jest partnerem rodzica?
Kim
jesteś rodzicu?
Słownik
języka polskiego w następujący sposób definiuje pojęcie
„partner”: „ to inaczej towarzysz, wspólnik,
współuczestnik: gry, zabawy, rozmowy, współżycia małżeńskiego,
spółki handlowej”10.
W
zaprezentowanej definicji pojęcia partner na pierwszy plan wysuwa
się pojęcie współuczestnik. W odniesieniu do relacji
nauczyciel – uczeń, Mieczysław Sawicki w swojej książce
Rozważania o szkole pisze o niej w następujący sposób:
„Istotą partnerstwa jest równość lub równorzędność podmiotów
określanych jako „partnerzy”. W partnerstwie wszelkie
relacje musza być symetryczne, w przeciwnym razie jeden z
partnerów staje się przedmiotem dla drugiego, jest manipulowany
przez drugiego. Partnerstwo to współ – bycie czyli udział
każdego z partnerów w byciu drugiego na zasadzie równorzędności.”11
Wydaje mi się, że tak pojętą istotę partnerstwa można
analogicznie przetransponować do relacji nauczyciel –
rodzic, rodzic - nauczyciel. Może nawet bardziej w tej relacji
jej zasadnicza treść zostanie wypełniona.12 Skoro określamy
relacje szkolne jako „partnerskie”, to nie sposób
nie zwrócić uwagi na przeciwległy biegun, którym jest wrogość.13 Nie
lubię tego określenia. Moje doświadczenia wskazują, że
prawdziwych „szkolnych wrogów” jest niewielu. A jeżeli
już są, to zdecydowanie eksponują swoje poglądy.
Dla
własnego użytku w czasie zajęć z nauczycielami stosuje inną
klasyfikację:
a)
rodzic – zawsze aktywny i stający w postawie gotowości współpracy
– partner.
b)
rodzic – zawsze stający przeciwko nam, aktywny w swojej
postawie wrogości.
c)
rodzic – obojętny, zawsze bierny, nie podejmujący inicjatywy
„Praca
z rodzicami może być ciężka i czasami wyczerpująca... Do niektórych
rodziców nie uda się nigdy dotrzeć. Innych zaś, mimo
usilnych starań nigdy nie przekonamy.”14 To właśnie
ta ostatnia wymieniona wyżej grupa rodziców jest i powinna
stawać się przedmiotem naszej aktywności i poszukiwania
alternatywnych rozwiązań, które pozwoliłby przełamywać obojętność.
Warto podkreślić, że jest to chyba największa z tych trzech
grup. Taką klasyfikację mogę przyj±ć zarówno w odniesieniu do
szkół w Polsce, jak i do szkół na Białorusi i Krymie. Nie
zapominajmy jednak, że proces uspołeczniania naszych szkół
trwa znacznie dłużej. „Od strony prawnej reforma dała szkołom
dużo autonomii, wolności, możliwości kreowania jak
najlepszego wizerunku, wypracowania ciekawych relacji
między
domem, szkoła [zaznaczenie K.D.] a środowiskiem lokalnym.”15
Gdzie
tkwi problem?
Poszukując
przyczyn niepowodzeń i trudności we współpracy należy wskazać
na kilka aspektów takiej sytuacji. Moje doświadczenia wskazują na
długą listę trudności, które wymieniają i nauczyciele i
rodzice.
Można
jednak grupując je wymienić kilka podstawowych
1.
Brak tradycji „partnerstwa” w relacjach szkolnych.
Niestety nie ma w Polsce, podobnie zresztą w innych krajach
bloku wschodniego, tradycji współpracy szkoły i rodziny. O takich
tradycjach, swego rodzaju „kulturze obecności” w
szkole, która wyraża się spontanicznością, chęcią działania, pomysłowością,
pisze Irena Dzierzgowska, w swoim poradniku: Rodzice w szkole,
szczególnie podkreślając tam, tak zwane „przykłady
dobrej praktyki”16. Cieszy fakt, że wśród wzorów
do naśladowania pojawiają
się już przykłady ze szkół polskich. Ten brak tradycji jest
dostrzegany zarówno przez nauczycieli jak i rodziców. „Doświadczenia
wskazują, że aby takie przekształcenia [chodzi o uspołecznienie szkoły
– przypis K.D] przyniosły sukces, muszą dotyczyć nie tylko
makrosystemu (zmiany ogólnokrajowe), ale przede wszystkim
mikrosystemu (zmiany wewnątrzszkolne). Warunkiem powstania i
rozwoju tych innowacji jest aktywność szkół, umiejętność
podejmowania przez nauczycieli działań zmieniających szkołę
od wewnątrz.”17 Należy jednak uważać, aby nie
przesunąć akcentów w skrajnie przeciwnym kierunku –
szkoły jako produktu rynkowego. Często dziś stosuje się
terminologie rynkową, szkoła staje się produktem, a rodzic
klientem.18 Takie traktowanie z wyjątkiem perspektywy
ekonomicznej, nie sprawdza się w szkole, która ze swej natury
jest dynamiczna i nie da się sklasyfikować w sztywne ramy
tabliczki znamionowej. Tak pojęta obecność rodziców w szkole
– nie przynosi dobrych owoców, raczej szkodzi.
2.
Wzajemne deprecjonowanie roli i zadań wychowawczych. Brak współpracy
często prowadzi do wzajemnego oskarżania się rodziców i
nauczycieli. Rodzi konflikt i wzajemne podważanie kompetencji.
„Konflikt
szkoła - rodzice to istny dopust Boży dla szkoły i dzieci. Kiedy
i one stają się stroną konfliktu, a dorosłym nie zawsze
starcza rozumu, aby do tego nie dopuścić - kończy się autorytet
szkoły, dyrektora i nauczycieli, a także rodziców. Szkody
moralne są ogromne, nieraz trudne do nadrobienia.”19
Tradycja szkoły komunistycznej skrzętnie korzystała z
dobrodziejstw tak rozumianego konfliktu. Niejako samoczynnie
rozwiązywał on problem rodziców aktywnych, chcących decydować o
szkole i w szkole.
3.
Brak odpowiedniego „miejsca” i „klimatu”
spotkania. „Architektura większości szkół nie przewiduje
miejsca dla rodziców. Sale lekcyjne i korytarze są dla uczniów i
nauczycieli, pokój nauczycielski jest dla pedagogów, a dla rodziców
nie ma miejsca. Do niektórych szkół nie mogą nawet wejść bez
pozwolenia personelu lub pracownika ochrony. Gdy przychodzą na
wywiadówki, zasiadają w ciasnych ławeczkach lub na zbyt
niskich krzesełkach, co sprawia, że czują się nie na swoim
miejscu [podkreślenie – K.D.].”20
Tak
zorganizowana przestrzeń szkoły 21 blokuje możliwość
podejmowania alternatywnych rozwiązań. Należy jednak
dostrzec, że wielu nauczycieli próbuje na własną rękę przełamywać
możliwe bariery i opory architektoniczne. Nawet zwykłe
przestawienie ławek, lub całkowite wyniesienie ich z sali na czas
spotkania, stwarza sytuację alternatywną. Doświadczenia z pracy
wielu wychowawców klas, mogą być tego przykładem. Rodzicom
często przyzwyczajonym do tradycyjnego modelu wywiadówki, w
trakcie której podziwiają plecy siedzącego przed nimi innego
rodzica, trudno jest przełamać się w pierwszej chwili.
Jednak kolejne spotkania zmieniają to nastawienie, często bardzo
pozytywnie.
4.
Brak wspólnie wypracowanej perspektywy pracy. Taki stan często
rodzi później różnice w pojmowaniu procesu dydaktycznego.
Inaczej widzą ten proces nauczyciele, inne oczekiwania mają
rodzice. Podobnie kształtują się poglądy dotyczące sposobów
utrzymywania dyscypliny. Tutaj nieoceniona staje się rola
rodziców, reprezentujących całą społeczność rodzicielską w
Radzie Szkoły. Ustawa
o systemie oświaty wyraźnie mówi, że Rada Szkoły nie tylko
opiniuje to, co powstaje często w zaciszu gabinetów i pokojów
nauczycielskich, ale ma realny wpływ na kształtowanie dokumentów
wewnątrzszkolnych, w których ta perspektywa wychowawcza, wizja
szkoły, sylwetka absolwenta jest określona. Dopóki będzie to
wizja tylko dyrektora i rady pedagogicznej, dopóty nie będzie
perspektywy wychowawczej.
5.
Przenoszenie negatywnych doświadczeń z własnego dzieciństwa i
porównywanie pedagogów. Zarówno nauczyciele jak i rodzice,
często nie potrafią nazwać powodów wzajemnej niechęci. Bariery, które
się tworzą nie są powodowane świadomie przez żadną ze stron.
Nie widać żadnych konkretnych powodów braku porozumienia, a
jednak współpraca się nie układa. Pytani o taki stan rzeczy
rodzice tłumaczą, że nieświadomie przenoszą cechy i zachowania,
szczególnie te złe, innych pedagogów, niesłusznie przypisując
je pozostałym. Jest to najlepszy przykład, jak mocno można zranić
relację nauczyciel – uczeń i jak długo pozostają
konsekwencje takich działań.
Jak
zmieniać rzeczywistość?
Budowanie
relacji rodzice–szkoła, a w dalszej perspektywie, mam tu na
myśli etap edukacji gimnazjalnej czy ponadgimnazjalnej, także
relację rodzic-uczeń-nauczyciel, powinno odbywać się w
kilku płaszczyznach. Tej ponadszkolnej oraz tej wewnątrzszkolnej.
Płaszczyzny te przenikają się wzajemnie. Dobrze, gdy wzajemne
relacje zbudowane s± na jasno określonych i akceptowanych przez obie
strony zasady. Powinny one zagwarantować wielokanałowość
przepływu informacji, pozytywną motywację
i
równorzędność w prawach i obowiązkach każdej ze stron,
wzajemny szacunek, akceptację uznawanych wartości przyjętych w
wychowaniu. Niezbędne jest szczególne zwrócenie uwagi na
wzmacnianie pozycji istniejących organów uspołeczniających oświatę,
między innymi Rad Szkół, eksponowanie pozytywnych działań i
efektów ich pracy, tak aby wywoływać chęć zaistnienia ich w
innych szkołach. „Szkoła nie jest własnością państwa,
partii, ale własnością społeczną, narodową.”22
Warto dzielić się doświadczeniem swojej pracy, na poziomie
ponadszkolnym. Należy jednak zastanowić się jak z tych doświadczeń
mądrze skorzystać i jak podzielić się kompetencjami i
odpowiedzialnością.23 To nauczyciele są gospodarzami w
szkole,
przynajmniej jeżeli chodzi o miejsce, dlatego to do nich należy
inicjatywa podejmowania dialogu. „To
im rodzice powierzają swoje dzieci i od nich oczekują
inicjatywy.”24 Nie bez znaczenia jest też
opracowywanie specjalnych programów integrujących partnerów życia
szkolnego. Nauczyciel „bez współpracy z rodzicami nie będzie
miał wpływu na rozwój osobowości i psychiki ucznia. Jego rola będzie
się sprowadzała do bycia nauczycielem-funkcjonariuszem; przekaże
wiedzę programową, wyegzekwuje ją najczęściej udowadniając, że
uczeń nie umie i potwierdzi zdanie o sobie, że powinien zmienić
zawód.”25 Taki nauczyciel nie będzie w stanie
stworzyć alternatywy, jego relacje z rodzicami pozostaną w układzie
ja (szkoła) – ty. Nie będzie w niej relacji – my. MY
dla wspólnego dobra, którym jest dziecko. Kultura
uczestnictwa wyznacza obecnie faktyczny poziom demokracji w szkole,
wymaga to wspólnego zaangażowania się w proces doskonalenia.
Dobrym i bardzo pozytywnym zjawiskiem
jest
uczestnictwo w szkoleniach wspólnie nauczycieli i rodziców. Nie
jest to dziś zjawisko sporadyczne, w odwiedzanych przeze mnie
szkołach nauczyciele i dyrektorzy dostrzegają taką potrzebę,
dopytując o takie szkolenia. Szczególnie doświadczyć tego
można w szkołach krajów byłego bloku wschodniego. Wydaje
się, że forum porozumienia może stać się również wspólnie
redagowane pismo, adresowane zarówno do nauczycieli jak i rodziców.
Oferowane na rynku pisma dotyczące problemów edukacji najczęściej
adresowane są do konkretnego odbiorcy i nie tworzą płaszczyzny
dialogu. Tylko jedno, nowopowstałe pismo stawia sobie za cel
tworzenie forum wymiany poglądów. „Wymień rację - zmień
relacje”, takie hasło pojawiło się w kampanii reklamowej
pisma „Ergo”.26 Wiele jest możliwości i
form współpracy. Istnieje możliwość, aby każda szkoła współtworzona
przez rodziców, nauczycieli i uczniów stawała się
niepowtarzalnym, alternatywnym zjawiskiem. Zapewne warto szukać
ciekawych, nowatorskich i innowacyjnych pomysłów w świecie
pedagogiki, warto podejmować trud konstruowania nowych,
alternatywnych rozwiązań i tworzenia pięknych szkół, choćby
tylko dla uśmiechu jednego dziecka. Warto jednak także
rekonstruować szkołę zepsutą i w niej szukać alternatywy. Z
rodzicami w roli głównej. |